Archives

Tagi

Wycieczka biegowa do Hotelu Weisshorn


Nie wchodząc w szczegóły, ostatnio miałem dość mało czasu (i weny), żeby zająć się blogiem. Czas jednak zarobić zaległości, w trochę mniej „rozlazłym” stylu, niż do tej pory, bo sporo się działo od ostatniego wpisu, oj sporo… „Pjoter’s Haute Route 2.0” ciągle jest w fazie „jak to ugryźć”, więc poratuję się kilkoma wycieczkami, które zaliczyłem w międzyczasie. Zaczynamy!

Sierre-Zinal, jeden z „klasycznych” biegów górskich wiedzie z (tu nie będzie niespodzianki) miejscowości Sierre, leżącej w szwajcarskim kantonie Valais, do Zinal – pięknej, górskiej miejscowości w Val d’Anniviers – dolinie, w której już kilka razy byłem na nartach i hike’ach. Sam bieg nazywany jest „biegiem pięciu czterotysięczników” – możecie się domyślić, dlaczego 😉 Na trasie tego biegu znajduje się Hotel Weisshorn – jeden z niewielu „klasycznych” hoteli wysokogórskich w Szwajcarii, zachowany w swojej niemal pierwotnej formie. Mimo dość wysokiej ceny, jest oblegany przez cały rok z powodu pięknych widoków i stosunkowo łatwej dostępności. W ramach „rozbiegania” po urlopie, postanowiłem wybrać się na krótką wycieczkę biegową do Val d’Anniviers i przespać się w tym hotelu.

Rano, standard – wczesny pociag, przesiadka jedna, druga, trzecia…! I dojechałem do Ayer – miejscowości, skąd startowała moja „wycieczka”. Trasa do hotelu była stosunkowo krótka – jedynie 8 kilometrów… haczyk polegał na 1000m przewyższenia w ciągu pierwszych 5 🙂 Dlatego tego dnia to była bardziej „wycieczka” niż „biegowa”. Powoli, spokojnie wchodziłem coraz wyżej, zatrzymując się co chwilę robić zdjęcia (choć teraz aura za oknem zdecydowanie bardziej zimowa, wtedy była jeszcze piękna jesień). Do hotelu dotarłem po niespełna trzech godzinach dość mocnego napierania prostym szlakiem, po drodze spotykając wielu biegaczy, korzystających z uroków sezonu.

Sam pobyt w hotelu oceniam bardzo dobrze, choć jeśli ktoś spodziewa się „luksusów” (jak choćby prywatnej łazienki w standardzie), ten mocno się przeliczy. Na szczęście dla mnie to nie problem, bo był to tylko dodatek do pięknego zachodu słońca, kolacji i możliwości wczesnego wyruszenia na kolejny etap mojej podróży, który był już zdecydowanie bardziej „biegowy”.

Rano, po szybkim śniadaniu, mój plan zakładał wejście na przełęcz Meidenpass, a dalej, w zależności od samopoczucia, zbieg do Gruben lub przebieżkę do Oberems. O ile początek był przyjemnie biegowy, tak jednak podejście na Meidenpass było już wyzwaniem – około 600m podejścia na dość krótkim odcinku mocno dało się odczuć w nogach. Po drodze udało mi się zaliczyć jezioro Lac de Combavert, gdzie mogłem podziwiać odbicie gór w jego gładkiej tafli.

Po zaliczeniu Meidenpass, w końcu mogłem przejść do biegania! Zbieg okazał się bardzo przyjemny, prosty i nietechniczny. Szlak wiódł powoli w kierunku Gruben, i gdy trzeba było zdecydować, co dalej, nie miałem wątpliwości – dzień jeszcze za młody, żeby kończyć w Gruben, więc lecimy do Oberems! Wybrałem szlak nieco poniżej „panoramicznego”, który nie był zaznaczony na mojej mapie i powoli truchtałem do celu. Szlak był zupełnie pusty, nie spotkałem ani jednej żywej duszy, a ma mnóstwo do zaoferowania. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie dolina Borteralpu – z pewnością będę tam chciał wrócić w lecie! Do Oberems dobiegłem po niecałych 5 godzinach od rozpoczęcia, zaliczając liczne przerwy na zdjęcia, jedzenie itp.

Powoli wracam do biegania, więc od czasu do czasu będę wrzucał tu podobne wpisy, bez dokładnych opisów szlaków – można je znaleźć na mojej stravie, ale raczej zachęcałbym do samodzielnego wyznaczania wycieczek i odkrywania Szwajcarii po swojemu 🙂

Strava:

https://www.strava.com/activities/9949073917

https://www.strava.com/activities/9955603545