Archives

Tagi

Alpejskie przełęcze w pobliżu Saas-Almagell

Jak już wspominałem kilka razy, w moich górskich podróżach średnio interesują mnie szczyty. Przełęcze górskie to jest to, co lubię najbardziej! Dlatego też tematem mojej kolejnej wycieczki do doliny Saas były przełęcze w okolicy Saas-Almagell. Rok temu udało mi się przejść jedną z nich (Monte Moro Pass) z Włoch podczas “Pjoter’s Haute Route”, jednak dalej zostało mi ich kilka (jeśli nie kilkanaście!) Do zaliczenia w okolicy. Nie przeciągając, zaczynamy!

W hotelu czekała na mnie miła niespodzianka – śniadania od godziny 6:30! 🙂 Dzięki temu mogłem spokojnie zaplanować długą wycieczkę, tak jak chciałem. Po szybkim śniadaniu ruszyłem w kierunku pierwszego “celu” tego dnia – Zwichbergenpass. Zaczęło się od dość mocnego podejścia w kierunku Almagelleralp, a dalej było tylko lepiej 😀 W samym Almagelleralp miałem nadzieję na jakieś drugie śniadanie, ale chyba byłem dużo za wcześnie i ruszyłem dalej w kierunku Almagellerhutte – schroniska nieco poniżej docelowej przełęczy. Wybrałem szlak, który na mapie SwissTopo jest “czerwony” – choć istnieje alternatywa, która jest tam niezaznaczona (którą z resztą wracałem). Po drodze spotkałem piękne (i olbrzymie!) Psy pasterskie, które przywitały mnie głośnym szczekaniem. To, co jest ważne w takich chwilach to zachowanie spokoju i… po prostu zatrzymanie się i poczekanie, aż psy się uspokoją i przejdą dalej. Po pokonaniu dość męczącego podejścia zatrzymałem się w schronisku na ciasto i herbatę – idealne drugie śniadanie przed “atakiem szczytowym” (czy może raczej w tym przypadku – atakiem przełęczowym).

Tutaj mała dygresja na temat trudności szlaków i oznaczeń (linki pod galerią). To nie jest tak, że jak jeden szlak został pewnego dnia oznaczony kolorem “czerwonym”, to już zawsze taki będzie. Może przyjść jakiś mądry człowiek i powiedzieć, że jest jednak niebieski (jak jest trudniejszy niż powinien być czerwony). Albo żółty (jeśli jest prostszy). Ale okolice Zwischbergenpass chyba są zagadką nawet dla specjalistów 🙂 Kiedy rok lub dwa lata temu sprawdzałem szlak z Almagelleralp w kierunku Gondo przez Zwischbergenpass, był w całości czerwony. Teraz aplikacja Swisstopo i Schweizmobil pokazują, że od schroniska do przełęczy jest czerwony, a od przełęczy jest niebieski. A w terenie od schroniska do przełęczy jest niebieski, a dalej… Nie wiem, bo nie szedłem, ale na przełęczy wydawało się, że jednak czerwony (XD).

Wracamy do trasy. Jako, że przez noc spadło trochę śniegu, upewniłem się w schronisku, że przełęcz jest “bezpieczna” nawet ze śniegiem, i nieeksponowana. Po zapewnieniach pani ze schroniska, ruszyłem niebieskim (a według mapy – czerwonym 😉 ) szlakiem, próbując nawigować przy użyciu GPSu – sporo oznaczeń było przysypanych śniegiem… Podejście było dużo prostsze, niż się spodziewałem, a przynajmniej do punktu 3242, gdzie początkowo zawróciłem, będąc przekonanym, że to już przełęcz. Ale dobrze widziałem osoby “wspinające” się po kamieniach kawałek wyżej, schodzące z Weissmies – okolicznego czterotysięcznika, z którego trasa prowadzi właśnie moją “przełęczą”. Po szybkiej kalkulacji ryzyka (podejście “kamieniste”, trochę “wdrapywania”, mała ekspozycja, ograniczona możliwość upadku) – postanowiłem przejść ten kawałek mimo zalegającego (w niewielkiej ilości, ale jednak) śniegu. Musiałem sporo zwolnić, szukając pewnych punktów chwytu, ale w końcu się udało i dotarłem na przełęcz! Widoki były tego warte, ale po krótkiej przerwie na zdjęcia i herbatę – ruszyłem dalej, wiedząc, że plan jest dość napięty…

Ruszyłem w drogę powrotną, najpierw do Almagellerhutte (gdzie zrobiłem przerwę na małe bezalkoholowe), a potem dalej w dół do Almagelleralp (gdzie zrobiłem dłuższą przerwę na “obiad”, czyli herbatę z czekoladą i orzechy). Ostatnia część spaceru, którą zaplanowałem na ten dzień to “Höchenweg Almagelleralp”, czyli spacer “wysokościowy” z Almagelleralp do stacji kolejki Kreuzboden przy Saas-Grund. Nie rozpisując się aż nadto – było kilka eksponowanych punktów 😉 I raczej nie polecam go ludziom z lękiem wysokości (i rodzicom z małymi dziećmi). Ale widoki były nieziemskie! Niesamowite było zobaczyć całą dolinę Saas z tej perspektywy. Choć muszę przyznać, że ten szlak to “lokalna atrakcja”, więc było na nim dużo więcej ludzi, niż na wcześniejszych odcinkach mojej trasy… Po dotarciu do Kreuzboden zatrzymałem się w restauracji, żeby odpocząć rozkoszując się widokiem, a potem zjechałem kolejką do doliny, żeby zebrać siły na kolejny dzień.

Na niedzielę musiałem zmienić plany. Chciałem przejść szlakiem z Heidbodme do przełęczy Antronapass, ale:

  • W nocy padało, a na tej wysokości oznacza to śnieg/lód
  • Możliwe były (dalej!) pola śnieżne
  • Miało wiać powyżej 70-80km/h
  • Szlak był eksponowany
  • Pani z hotelu zasugerowała zmianę trasy z powodu nienajlepszych warunków…

Mając tyle argumentów, nie mogłem podjąć innej decyzji niż “zmiana” planów. Dalej chciałem zaliczyć przełęcz, więc wybrałem opcję “nudną”, czyli wejście i zejście tą samą drogą przez Furggtäli. Z Saas-Almagell szlak zaczął się od mocnego podejścia na Furggstalden, a dalej już nie spokojniej przez dolinę. Szlak był całkiem pusty, gdyby nie krowy – byłbym całkiem sam. Podejście na przełęcz było długie, męczące, ale całkiem przyjemne. Na górze przywitał mnie porywisty wiatr i piękny widok na włoską stronę. Co warte odnotowania, przełęcz ta była ważnym szlakiem handlowym w średniowieczu, a straciła na ważności dopiero po “upowszechnieniu” przeprawy przez Simplonpass.

Po krótkiej przerwie poniżej przełęczy, ruszyłem w drogę powrotną, dla urozmaicenia wybierając ścieżkę “z drugiej strony” doliny, żeby nie iść dokładnie tą samą trasą przez cały czas. Reszta drogi minęła dość spokojnie i zameldowałem się w Saas-Fee w samą porę na autobus, którym ruszyłem do domu, planując kolejne wycieczki…