Archives

Tagi

St. Moritz (Corviglia) – Chamanna Jenatsch

Wielki powrót na trasę numer 6! Po zeszłorocznym hike’u z Chamonix do St. Moritz, tego mi brakowało. Szlak numer 6 to moim zdaniem „esencja” Szwajcarskich hike’ów długodystansowych. Wiadomo, Via Alpina jest świetna – pokazuje wiele kantonów i regionów, razem z subtelnymi granicami między nimi. Ale numer 6… Swiss Alpine Passes – jak sama nazwa wskazuje, przechodzi przez najważniejsze przełęcze alpejskie i widokowo jest genialna! Ale też bardziej wymagająca pod kątem technicznym, ale o tym za chwile, zaczynamy!

Urwałem się z pracy wcześniej, niż zazwyczaj (elastyczny czas pracy to błogosławieństwo!) i ruszyłem w długą podróż do St. Moritz. Nocleg w Youth Hostelu i z samego rana wymarsz na… Kolejkę!? Ale jak to, Pjoter wyjechał, a nie wszedł cały dystans!? Ano tak, tym razem prognoza pogody była bardzo niejasna (ze wskazaniem na burze od 15), więc stanąłem przed wyborem – albo oszczędzam sobie kawałek wejścia, albo ryzykuję burzę na wysokości prawie 3000mnpm. Rachunek ryzyka dość prosty – tym bardziej, że szlak z Corviglia do St. Moritz zrobiłem rok temu na „dobicie” i to zejście jest po prostu nudne. A dzisiaj zapowiadało się ciekawie! 🙂

Ze stacji kolejki na początek proste podejście z obowiązkową przerwą na foteczki przy Lej Alv (pięknie, krystalicznie czyste jezioro kawałek od kolejki), a potem dość żmudne i monotonne podejście na Fuorcla Schlattain – pierwszą przełęcz tego dnia. Trasa przygotowana pod rowery zjazdowe, więc na prawdę szeroko i bezpiecznie 🙂 Dalej, zejście do Pass Suvretta to dość przyjemne zejście z widokiem na dzisiejsze „wyzwanie” – Fuorcla Suvretta.

Na Pass Suvretta zrobiłem krótką przerwę na uzupełnienie energii i spotkałem kilkoro turystów, schodzących z Fuorcla Suvretta. Nie omieszkałem zapytać o warunki i przede wszystkim – czy jest mocno eksponowana. Odpowiedź potwierdziła moje dotychczasowe przypuszczenia – wejście jest dość „upierdliwe”, ale nie ma ekspozycji – po prostu trzeba się trochę wspinać 🙂 Cóż, skoro tak – to próbujemy!

Początek zapowiadał się ciekawie. Szlak był bardzo „gęsto” poznakowany, głównie przez to, że trzeba było skakać po kamieniach i łatwo można było zgubić orientację. Jednak najciekawsze pojawiło się później, kiedy wejście zamieniło się w lekką wspinaczkę! Zgodnie z „zapowiedzią”, nie było ekspozycji, ale trzeba było zachować chłodną głowę i po prostu skupić się na szukaniu dobrego „uchwytu”. OK, to nie była bardzo „wspinaczka”, bardziej „wdrapywanie”, ale w połączeniu z szukaniem szlaku i nawigowaniem – był to kawał dobrej zabawy! Sam koniec pokonałem sporo poza szlakiem, bo po prostu tak było prościej – chociaż tutaj znowu uwaga, bo mam dobrą orientację w terenie – jeśli nie należycie do takich osób, lepiej trzymajcie się oznaczeń!

Przełęcz Fuorcla Suvretta na wysokości 2966mnpm nie zawiodła – widoki były nieziemskie. Z jednej strony – St. Moritz i szczyty na wschód (niestety nie wiem, które dokładnie, podejrzewam, że Bernina itp), a z drugiej dolina uformowana przez lodowiec Vadret Traunter Ovas – iście księżycowy krajobraz! Ale ok, skoro weszliśmy na 2966, to trzeba też z tej wysokości zejść… A zejście nie było przyjemne. Staram się ograniczyć używanie kijków trekkingowych i był to świetny trening – strome, szutrowe zejście pełne okazji do utraty równowagi. Oznakowanie też mogłoby być lepsze, ale na szczęście przez większość czasu szlak był widoczny.

Po pokonaniu najtrudniejszego (najbardziej stromego) odcinka szlak wypłaszcza się i w końcu widać cel naszej podróży – Chamanna Jenatsch. Jest to jednak dalej, niż się spodziewałem 😉 Na szczęście szlak był wyjątkowo piękny, więc nie było czasu na marudzenie, trzeba było iść przed siebie! Ostatnie podejście do schroniska było też dość męczące, mimo, że krótkie – po drodze minąłem dość smutny znak wskazujący, dokąd dosięgał lodowiec w 1893 (teraz tego lodowca nawet nie widać). Niemniej, w schronisku melduję się po godzinie 13, więc zgodnie z planem, a z okien oglądam przechodzące, ciężkie chmury, zbierające się nad górami.

Całość z przerwami zajęła mi 4.5h, podczas których pokonałem niecałe 13km i 930m przewyższenia (bez kolejki byłoby 18km i 1650m przewyższenia). Trudność szlaku to T3+, trzeba czuć się pewnie operując rękami! Ale na szczęście bez ekspozycji 🙂