Archives

Tagi

Krótka wycieczka w regionie Aletsch

Kiedy plany na weekend zmieniają się jak w kalejdoskopie, z pomocą zawsze przychodzi portal SAC (Swiss Alpine Club), który ma genialną i prostą wyszukiwarkę schronisk, które mają wolne miejsca na weekend. Usiadłem więc w piątek i przy przeglądaniu wolnych miejsc moją uwagę zwróciło schronisko Burghutte niedaleko Fiescheralp – widziałem je i prowadzący do niego most wiszący podczas powrotu z Konkordiahutte i i wiedziałem, że to będzie dobry pomysł.

W sobotę rano, po dość leniwym śniadaniu, wsiadłem do pociągu do Brig, skąd dalej z przesiadkami do górnej stacji kolejki Bellwald – postanowiłem oszczędzić sobie dodatkowych podejść tego dnia 😉 W Bellwald zjadłem spokojny obiad i ruszyłem w kierunku schroniska. Szlak był dość przyjemny, nieeksponowany, chyba nawet przez większość czasu koloru żółtego. Jednak w momencie, kiedy odbił w kierunku mostu, zrobiło się „ciekawiej”. Schody były dość strome i były na pewno dobrym „wstępniakiem” do tego, co czekało mnie na moście.

Most wiszący bowiem był dość wyjątkowy. Już kilka razy przeprawiałem się przez tego typu konstrukcje, jednak ta budziła respekt. Ponad 160m i… nie wiem ile wysokości, ale dużo. Przed mostem dłuższą chwilę czekałem, aż pani w tradycyjnym stroju ludowym (!?) przejdzie, bo jej suknia była tak szeroka, że ciężko byłoby się z nią minąć. Potem… Cóż, lewa ręka na lewej poręczy, prawa ręka na prawej poręczy i powoli do przodu, I NIE PATRZ W DÓŁ! Po przeprawieniu się na drugą stronę została już tylko chwila do schroniska, gdzie spędziłem ciekawy wieczór na rozmowach (a jakże) o schroniskach i wycieczkach.

Rano, po wczesnym śniadaniu, ruszyłem w kierunku Märjelensee, w którym ostatnim razem zażywałem pobudzającej kąpieli 😉 Trasa ze schroniska była z porządku usłana kładkami i różnego rodzaju „konstrukcjami” typu schody, ale były całkiem bezpieczne, niestraszne. Potem długa wędrówka w górę, podczas której spotkałem tylko… Muflona (steinbock/ibex), który najpierw zmierzył mnie wzrokiem, potem przeszedł przez szlak, a na koniec umościł się gdzieś za kamieniem, gdzie nie mogłem go już zobaczyć. Piękne stworzenie!

Przy jeziorze zacząłem spotykać ludzi – mimo tego, że biwakowanie w tym obszarze jest zabronione, widocznie nikt się nie boi „namiotowej policji” 😉 Było jednak dalej dość wcześnie, więc po minięciu tego odcinka – znowu mogłem cieszyć się samotnością wędrowca. Wybrałem dość popularny szlak wzdłuż lodowca Aletsch i co jakiś czas mijałem kogoś, jednak moją uwagę zwróciły owce, które pasły się na stromych polach opadających ku lodowcowi 😀

Dalej spacer ciągnął się dość przyjemnie do Riederfurka, gdzie zrobiłem przerwę na obiad w knajpie (mieli pyszne risotto z morelami, koniecznie spróbujcie jak będziecie w okolicy!) i zszedłem do Riederalp, skąd zabrała mnie kolejka linowa do Mörel, a potem powolny powrót do domu.

To była szybka wycieczka w region, który już znam – dlatego nie rozpisuję się tak bardzo, jak zazwyczaj. Jeśli chcecie jednak przeczytać więcej na temat tego szlaku, sprawdźcie linki na samym dole posta (pod galerią).