Ile razy byłem już w tym roku w Saas-Fee? Odmawiam odpowiedzi na to pytanie, ale prawdopodobnie do czasu, aż w końcu się tam przeprowadzę, mogę powiedzieć: z pewnością za mało 🙂 Tak więc po raz kolejny w piątek po pracy spakowałem swoje rzeczy i pognałem na pociąg, który zabrał mnie do Visp, a dalej autobusem 511 (ah te wspomnienia z Krakowa, zawsze zapchana 511 na Miasteczko Studenckie <3 ) do Saas-Fee Busterminal, skąd poszedłem do hotelu. Żeby nie zanudzać, przechodzimy do konkretów.
W sobotę zaplanowałem 2 wycieczki, poranną i popołudniową 🙂 Rano szlakiem przez centrum Saas-Fee w kierunku Gletschersee, skąd dalej za szlakiem 183 w kierunku restauracji Gletschergrotte. Szlak momentami był dość stromy, ale bardzo widokowy, więc bardzo go polecam! Dalej plan zakładał wejście do stacji kolejki Längflue przez Spielboden, więc całkiem sporo przewyższenia na krótkim dystansie, jednak trasą, którą dość dobrze znałem – w zimie zjeżdżałem tędy niezliczoną liczbę razy 😉
Przy stacji Spieldoben zatrzymałem się na dłuższą chwilę, żeby uwiecznić jedną z “atrakcji” doliny – świstaki! W Saas-Fee można dokarmiać te urocze gryzonie (dość często pojawiają się znaki, że trzeba to robić rozważnie, np. surową marchewką), a one chętnie w zamian pozują i czasami dają się pogłaskać. Dla osoby z Polski, która świstaki MOŻE kiedyś słyszała w Tatrach, ale przed przyjazdem do Szwajcarii nigdy nie widziała ich na żywo – była to nie lada atrakcja! Z resztą nie tylko dla mnie, bo do stacji Spielboden dochodzę niedługo po przyjeździe pierwszej tego dnia kolejki, która przywiozła turystów z dziećmi na “szlak przygodowy z Eddim” (link na dole wpisu, pod galerią). Po nagraniu filmików i zrobieniu tysiąca zdjęć ze świszczącymi milusińskimi, ruszyłem dalej – plan w końcu był na ten dzień ambitny 😉
Do Längflue prowadził stromy, jednak dość bezpieczny szlak – chyba tylko raz lub dwa była potrzeba wyposażenia go w liny, chociaż i bez nich dałoby się go przejść. Po wejściu na górę obowiązkowa wycieczka na foty w okolice jeziora polodowcowego i chwila zadumy nad lodowcem i rozpaczliwej walki o jego zatrzymanie – gdzieniegdzie był przykryty białymi płachtami, mającymi za zadanie odbijanie promieni słonecznych i “spowolnienie” topnienia.
Tutaj znowu smutna dygresja – w linkach podrzuciłem dwa artykuły, szczególnie drugi (For Swiss glaciers, 2022 was a ‘disastrous’ year) jest warty uwagi – ma bardzo ciekawe zdjęcia z “suwakami” do porównania stanu z 1930 i z 2022. Lodowiec Gornergletscher stracił na oko 100-200 metrów GRUBOŚCI, nie długości. Powtórzę się z poprzedniego wpisu, ale lodowce odchodzą w obecnym kształcie szybciej, niż nam się wydaję, dlatego jeśli chcecie je zobaczyć, to lepiej się pospieszcie – za 5-10 lat będzie ich sporo mniej, a za 20-30 wiele z nich całkiem zniknie. No, także tego, koniec “optymistycznego” akcentu, wracamy do szlaku.
Po krótkiej przerwie spędzonej z polską rodziną, która przyjechała do Saas-Fee na wakacje, zjechałem kolejką do Spielboden i zszedłem nieczynną trasą narciarska do restauracji Gletschergrotte – chyba mojej ulubionej w Saas-Fee, zwłaszcza zimą, i zjadłem spokojny obiad. Druga część wycieczki zapowiadała się spokojniej, choć pogoda zaczęła się dość szybko zmieniać i trzeba było “kombinować”.
Z Gletschergrotte poszedłem szlakiem w kierunku Plattjen tak zwanym “Gemsweg” i była to dobra decyzja – szlak obfitował w wiele fajnych widoków i małą liczbę ludzi 🙂 Niestety, co nie jest widoczne na mapach – część szlaku z punktu “przecięcia” się szlaków (jak sprawdzicie mapę, to na pewno zorientujecie się, o którym miejscu mówię) w kierunku Plattjen jest zamknięta z powodu spadających kamieni, więc poszedłem sugerowaną trasą alternatywną do Gallenalp. Tam zauważyłem dość nieprzyjemne chmury na horyzoncie i poczułem wzmagający się wiatr, więc zapobiegawczo skróciłem trasę i zszedłem prosto do Saas-Fee.
W niedzielę też nie wszystko poszło zgodnie z planem – nie wyspałem się za bardzo i bolała mnie głowa, więc zakładałem, że pierwotny plan może nie wypalić. A było to tak: z Saas-Fee poszedłem znowu w kierunku Gletschersee, ale tym razem skręciłem na “zygzaki” w kierunku Trift. Po drodze spotkałem bardzo towarzyskie stado owiec, którym oczywiście nie mogłem odmówić sesji zdjęciowej 😉 Dalej, za szlakiem 183 poszedłem do dolinki strumienia Triftbach (obszar nazywa się Spissen) i dalej w kierunku stacji kolejki Hannig. Jako, że obecnie trwa remont, nie było tam prawie w ogóle ludzi. Mój pierwotny plan zakładał wejście na górę Mallig i kontynuacje do Balmiböden, ale postanowiłem nie szarżować za bardzo z dystansem i postanowiłem “zaliczyć” Mallig i wrócić do Saas-Fee.
Od stacji Hannig na Mallig prowadził początkowo zaskakująco szeroki i łagodny szlak, który jednak później zrobił się nieco trudniejszy i wymagał dużej uwagi. Jak to niestety u mnie bywa – niewyspanie i zmęczenie wzmagają mój lęk wysokości, więc nie czułem się zbyt komfortowo. Po dotarciu do szczytu, spotkałem parkę biegaczy z Bristolu, z którymi zamieniłem kilka zdań i ruszyłem z powrotem w dół do Saas-Fee, zostawiając sobie szlak Hannig-Balmiböden na kolejną, letnią wizytę w dolinie – góry tam są i nigdzie się nie wybierają 🙂
Tym razem znowu bez opisu, ile gdzie łomotu i przewyższenia – bo na spory kawałek nie włączyłem zegarka 😀 Niezmiennie jednak zachęcam Was do odwiedzenia Saas-Fee nie tylko zimą, ale też latem!
Świstaki: https://www.saas-fee.ch/en/familie/summer/family-activities-in-summer/marmots?gad=1&cHash=77544ea76c33a5a89e90daaeb491c18f
Lodowce 1: https://www.swissinfo.ch/eng/sci-tech/switzerland-risks-seeing-another-record-glacier-melt-in-2023–says-glaciologist/48475240
Lodowce 2: https://www.swissinfo.ch/eng/for-swiss-glaciers–2022-was-a–disastrous–year/47949986







































































