Archives

Tagi

4.03.2023 – Britanniahütte na rakietach śnieżnych

Jak wspomniałem w poprzednim wpisie, obecnie nie próżnuję, tylko korzystam w pełni z uroków narciarstwa w dolinie Saas, katując raz za razem te same stoki (bo jak niektórzy z Was wiedzą – uwielbiam rutynę i powtarzalność – ale to temat na inny wpis 😉 )
Tym razem postanowiłem jednak wybrać się na wycieczkę, o której już dawno myślałem, a z altruistycznych pobudek – wolę się wybrać w zimie, niż w lecie. Dlaczego altruistycznych, zapytacie? Britanniahütte, czyli cel mojej wycieczki, jest oblegana w lecie przez alpinistów atakujących okoliczne szczyty, takie jak Allalinhorn. Ja z kolei nie chciałbym moim „spacerem” zabierać miejsca osobie, która faktycznie może potrzebować miejsca w schronisku, żeby nad ranem przypuścić atak szczytowy… OK, koniec wstępu!

Jako, że trasę znałem już z lata, a samą dolinę też kilka razy odwiedziłem 😉 Wiedziałem, że nie muszę planować całodziennego hike’u. Sztuką dla sztuki byłoby wejście stokiem z samego Saas-Fee, ale po prostu mi się nie chciało – przerobiłem tą trasę w lecie i nie jest jakaś specjalnie interesująca. W związku z tym rano wyjechałem pociągiem z Liestal (IC 6 <3 bezpośrednio do Visp), a potem autobusem 511 do samego Saas-Fee. Swoją drogą, znowu mała dygresja – prawdopodobnie był to pierwszy raz, kiedy jechałem w tym kierunku w ciągu dnia, a nie w nocy, widoki byłī niesamowite! Potem krótki spacer do kolejki linowej w kierunku Felskinn i mogłem rozpocząć wycieczkę przy stacji „Maste 4” (środkowa stacja, tuż przy restauracji Morenia).

Jako, że drogę już znałem dobrze z lata, postanowiłem zrobić „delikatny” detour w kierunku jaskini lodowej niedaleko. Po „przecięciu” stoku skierowałem się w kierunku stacji Felskinn, majac w pamięci gdzie mniej wiecej była ta jaskinia. Już po kilkunastu minutach byłem na miejscu i byłem zachwycony! Niebieski lód lodowca pokryty „zdrową” warstwą śniegu. Po dłuższej sesji zdjęciowo-filmikowej ruszyłem w kierunku Egginersjoch, skąd dalej prowadził „szlak” w kierunku schroniska Britanniahütte. Podejście na przełęcz w zimowych warunkach niczym się nie różniło od letniej wersji (oczywiście poza śniegiem) – było krótko, ale dość stromo i intensywnie 🙂 Po wejściu na przełęcz czekała mnie jednak miła niespodzianka.

Rok do roku trasa ze stacji Felskinn do Britanniahutte była „przygotowywana” przez ratrak i oznaczona jako „zimowy hike” – do przejścia w wygodnych butach, nawet bez raczków (dla przypomnienia, schronisko jest na około 3000mnpm!). Niestety, na skutek globalnego ocieplenia spory kawałek lodowca „zjechał” i obecnie trasa z Felskinn jest zamknięta. Dlatego też trasa nie jest ratrakowana, tylko zostawiona „dzika” jedynie rozjeżdżona przez skiturowców! Kawałek po zejściu z przełęczy spotkałem 2 kobiety z obsługi schroniska, które zasugerowały mi „łagodną” trasę i po krótkiej wymianie uprzejmości, ruszyłem przed siebie.


Co jest ciekawe – mimo tego, że schronisko zdaje się być na wyciągnięcie ręki, czeka nas całkiem przyjemne podejście, zanim się do niego dostaniemy… Zwłaszcza, jeśli brodzimy po kolana w sypkim śniegu 🙂 Dlatego raczej nie polecam tej wycieczki w zimie dla osób bez doświadczenia na rakietach! Niemniej, nie jest to wycieczka z gatunku tych „bardzo ciężkich” – dlatego idealnie nadaję się dla ambitnych, ale lekko leniwych 😉 turystów, którzy chcą delektować się bliskością gór i czasem spędzonym w schronisku, jednak niekoniecznie chcą „drałować” cały dzień.

Po dotarciu do schroniska dużo wcześniej, niż planowałem, nie zostało mi nic innego niż zjedzenie porządnego obiadu (Powered by Rösti!), wypicie herbaty i… napisanie posta siedząc przy kominku w schronisku, delektując się widokami za oknem, oczekując na zachód i wschód 🙂

Całość zajęła mi około 2 godziny, podczas których pokonałem około 5.5km i jakieś 600m przewyższenia (jutro powrót podobną trasą).

Ciąg dalszy (następny dzień)
Rano, dość mocno niewyspany (niestety, współlokator w pokoju bardzo głośno chrapał – nawet zatyczki nie pomagały!) i zmarznięty (w nocy mieliśmy w pokoju około 7 stopni…) skorzystałem z idealnych warunków pogodowych i “napstrykałem” całkiem sporo zdjęć. Potem, po krótkiej dyskusji z opiekunem schroniska, wybrałem się na spacer do lodowca Allalingletscher – co jednak istotne, bez wchodzenia na niego. O ile pierwszy lodowiec od schroniska jest bezpieczny (nie ma szczelin), to Allalinglettscher jest nimi mocno najeżony, więc wycieczka w pojedynkę byłaby bardzo ryzykowna… Co jednak narobiłem zdjęć, to moje 🙂 Potem szybki powrót do schroniska, dodatkowy zastrzyk kofeiny i ruszyłem w drogę powrotną przez Egginerjoch do stacji Morenia.