Tym razem bez (przesadnie) długiego wstępu. Kiedy tylko dowiedziałem się o tym, że Saas-Fee organizuje wydarzenia typu „Sunrise Skiing” (narty o wschodzie słońca) – wiedziałem, że chcę w tym wziąć udział.
Przyjechałem standardowo już w piątek wieczorem, żeby od sobotniego poranka cieszyć się jazdą na moich ulubionych stokach. Tym razem jednak wydarzeniem dnia było niewątpliwie spotkanie dawno niewidzianej znajomej, jeszcze z czasów pracy w ABB – jaki ten świat mały!
O ile w sobote warunki były dobre, to prognozy na niedziele nie napawały optymizmem – spore zachmurzenie i opady śniegu były zapowiadane od rana. Dlatego bardzo długo się zastanawiałem, czy warto wstawać na wspomniany wschód słońca, skoro w najgorszym razie nie zobaczyłbym nic poza „chmurą” zmieniającą kolor z ciemnogranatowego na jasnoszary po wschodzie 🙂 Ale z 2 strony – skoro już zapłaciłem, to przynajmniej zjem dobre śniadanie…
Wstałem jak zawsze sporo przed budzikiem – już o 4 nad ranem. Wyglądnąłem przez okno i zobaczyłem gwiazdy – ani śladu chmur. Już wtedy wiedziałem, że to będzie dobry dzień. Otwarcie kolejki było zaplanowane na 5:15, więc miałem godzinę na „ogarnięcie się” przed wyjściem. Potem samo przejście przez uśpione Saas-Fee było ciekawym doświadczeniem – absolutna cisza przerywana tylko sporadycznym stukotem butów narciarskich podobnie „zakręconych” ludzi co ja 🙂 Szybka „odprawa” i odebranie biletu na śniadanie i po chwili jechałem już w kolejce linowej w kierunku stacji Morenia. Jechaliśmy w całkowitej ciemności, widząc tylko światła Saas-Fee powoli oddalające się od nas.
Po przyjechaniu na górę już wiedziałem – znowu mi się poszczęściło z pogodą. Chmury były u naszych stóp, a przed nami rozpościerała się panorama na okoliczne szczyty. Po krótkiej sesji zdjęciowej, poszedłem na śniadanie, które przerywałem dwukrotnie, żeby móc wyjść podziwiać widoki 🙂
Po śniadaniu leniwie zszedłem założyć narty i wyszedłem na stok. Byłem zupełnie sam, jako, że grupa podzieliła się na dwie części – tych, którzy jeszcze jedli śniadanie i tych, którzy już zaczęli jeździć 🙂 Mając cały stok dla siebie, często zatrzymywałem się uwiecznić niesamowite obrazy tworzone przez chmury i wschodzące słońce. Stoki byłe idealne – tak zwany „sztruks” na całej długości i szerokości sprawiał, że jazda była jeszcze przyjemniejsza niż dzień wcześniej.
Nie przedłużając, zostawiam was z galerią zdjęć z tego doświadczenia i gorąco polecam Wam je w przyszłości – Saas-Fee organizuje je co sezon wielokrotnie, również w lecie! 🙂







































