Po zakończeniu mojej wycieczki, stwierdziłem, że warto byłoby napisać krótki poradnik, co warto uwzględnić przy organizowaniu tego typu wycieczki. Jako, że spałem w większości w schroniskach i hostelach/tanich hotelach, niektóre rady mogą nie być bardzo pomocne dla ludzi z namiotami, ale i dla nich mogą one się okazać przydatne 🙂
- Jeśli planujesz spać w schroniskach, nie bierz śpiwora, tylko „liner”/śpiwór schroniskowy.
- To jest coś, czego nauczyłem się w sumie wcześniej, ale dalej siłą przyzwyczajenia zawsze zabieram śpiwór.
- We wszystkich schroniskach, zawsze na miejscu były kołdry i poduszki wraz z informacją, że trzeba mieć swój własny śpiwór schroniskowy, za który ja używałem „liner’a” do mojego normalnego śpiwora.
- Jeśli ktoś czuje taką potrzebę, może zabierać też własną poszewkę na poduszkę 🙂 nie jest ciężka, a na pewno bardziej higieniczna
- Weź termos, nawet nieduży.
- W wielu schroniskach za darmo, lub za symboliczną opłatą można napełnić termos tak zwaną „Marchtee”, czyli herbatą na wędrówkę.
- Nawet, jeśli w dolinie jest ciepło, powyżej 2000-2500m.n.p.m. Możecie być zaskoczeni, jak szybko robi się zimno 🙂 Zwłaszcza we wrześniu!
- Ja dodatkowo starałem się zbierać na termosie naklejki z miejsc, gdzie spałem 😉 Jako, że zaopatrzyłem się w niego „po drodze”, nie mam ich zbyt wiele, ale mam zamiar dalej zbierać 🙂
- Przemyśl, czy warto brać bukłak na wodę…
- To jest coś, do czego bardzo długo dojrzewałem podczas wycieczki
- Często przed wyjściem napełniałem bukłak dwoma litrami wody/elektrolitów na cały dzień, i choć z jednej strony – dzięki temu wiem, że wody mi nie zabraknie przez cały dzień, to… trzeba to dźwigać, i bardzo często po dojściu do końca etapu, miałem jeszcze około pół litra płynów w plecaku!
- Jest to oczywiście konieczność, kiedy wiemy (np. Z opisu szlaku), że po drodze nie ma żadnego ujęcia wody, co często nie jest problemem.
- Zdecydowanie lepszym pomysłem jest moim zdaniem…
- Weź butelkę z filtrem!
- W górach jest bardzo dużo strumieni, a nowoczesne butelki z filtrem bardzo dobrze radzą sobie z zanieczyszczeniami. Ja używam miękkiej butelki firmy LifeStraw i jestem raczej zadowolony (choć podczas wycieczki zapchał mi się filtr).
- Spokojnie możesz też rozważyć używanie tabletek do oczyszczania wody – spotkałem sporo ludzi, którzy je stosowali
- Dzięki temu, nie musisz brać ze sobą dużo wody – powinna być gdzieś po drodze 🙂 Ale dla pewności – sprawdź mapę w poszukiwaniu strumieni i punktów z wodą (plus czy w opisie szlaku nie ma informacji, że jej po prostu nie ma)
- Do tego, bardzo ważny punkt… Woda w schroniskach jest horrendalnie droga. Jeśli myślicie, że ceny lotniskowe to jest szczyt, to zapraszam w Alpy – półtora litra „mineralnej” kosztuje 7-8 franków! Mając butelkę z filtrem, nie musicie się o to martwić!
- Nie bierz zbyt dużo ubrań. Tutaj też się dopiero uczę „lżejszego” podejścia, ale z mojego doświadczenia, polecam następujące rozwiązanie:
- Żadnej bawełny. Po prostu. Długo schnie, jest ciężka. Wybieraj dobrej jakości produkty techniczne (np. Z wełny merynosa), nawet do spania (ewentualnie inne, patrz niżej).
- Podzieliłem moje ubrania na 3 grupy: „robocze”, „czyste”, „mokre” i „do spania”
- Robocze: w tych ciuchach chodzę po górach. Wystarczą 3 zestawy majtki+skarpetki+koszulka, bo i tak będzie trzeba prać po drodze. Do tego jedne spodnie (u mnie z odpinanymi nogawkami) i jedna bluza. W tych ciuchach tylko chodzę po górach. Im więcej ich weźmiecie, tym rzadziej musicie robić pranie, a moim zdaniem – co 2-3 dni wychodziło mi takie optimum 🙂
- Czyste: ciuchy, w których chodzę po schronisku, ale tylko po tym, jak się umyję. Nie są konieczne, można chodzić tylko w „roboczych”, ale często musiałem przeprać spodnie po całym dniu chodzenia, więc druga para spodni (też lekkich, technicznych, z odpinanymi nogawkami) była bardzo przydatna, podobnie jak druga bluza. Dzięki takiemu podziałowi, nawet, gdy robiłem generalne pranie ciuchów „roboczych”, to te były względnie czyste :). Jedne spodnie, jedna bluza, jeden t-shirt, jedne majtki i skarpetki.
- Mokre: Odzież wodoodporna. U mnie spodnie i kurtka do biegów trailowych z membraną 10000mm.
- Do spania: ja wybrałem krótkie spodenki biegowe i znoszona koszulka z merynosa – szybko schną, są przewiewne i wygodne
- Jak widzicie, daje to w sumie 2 pary spodni, 2 bluzy, 4 komplety bielizny (t-shirt + majtki + skarpetki), plus spodnie i kurtka wodoodporne i rzeczy do spania. Nie jest to light-packing, ale przy trekkingu na 2-4 tygodnie dość komfortowa ilość rzeczy
- Ja dodatkowo wziąłem kilka czapeczek z daszkiem (które traktuję niemal jak bieliznę), kilka chust typu Buff i moją „tajną broń” – skarpetki wodoodporne, które mi już nie raz ratowały skórę, gdy aura była wyjątkowo niesprzyjająca, a buty (porządnie wcześniej zaimpregnowane!) przemakały doszczętnie
- Jeśli po dotarciu do celu podróży planujecie spędzić tam kilka dni (np. Dość częsty scenariusz w przypadku Haute Route zakłada kilka dni na odpoczynek w Zermatt 🙂 ) i koniecznie chciecie mieć wygodne ubrania, to… Polecam umówić się wcześniej z hotelem i wysłać je pocztą 🙂 Nie żartuję, Australijczycy, których poznałem w drodze, dokładnie tak zrobili, i dzięki temu mogli cieszyć się lekkimi, “normalnymi” ubraniami, podczas gdy ja po mieście chodziłem w ciężkich butach trekkingowych…
- Przemyśl kwestię jedzenia
- Jeśli planujesz hike na kilka tygodni, to zakładam, że wiesz, z czym to się je… 🙂
- Przy planowaniu podróży zwróć uwagę, gdzie po drodze są większe miejscowości, żeby móc zrobić zapasy
- Nie kupuj więcej, niż dasz radę zjeść – podobnie jak z ubraniami, ja wolę mieć “na styk” niż “a nuż jakbym musiał przez 3 dni chodzić bez jedzenia w schronisku” 🙂
- Co do schronisk, zazwyczaj cena zawiera “halfboard”, czyli kolacje i śniadanie. Można się mocno zdziwić – zdecydowanie na plus – widząc jakość posiłków! Zazwyczaj są to 3-4 dania (zupa, sałatka, danie główne, deser), więc planując wyżywienie – weźcie to pod uwagę 🙂
- Z drugiej strony, schroniskowe śniadania są zazwyczaj dość skromne 🙂 trochę chleba (około 3 kromki na osobę), masło, dżem, czasami ser, i obowiązkowe muesli!
- W przypadku braku możliwości zrobienia zakupów w dolinie, schroniska często oferują “lunch”, czyli zazwyczaj sandwich, coś słodkiego, mała butelka wody i ewentualnie owoc 🙂
- Jeśli mogę coś doradzić, to we Włoskich schroniskach koniecznie bierzcie ofertę “halfboard” – nie zawiodłem się ani razu, jedzenie było genialne! I było go mnóstwo, w sam raz na uzupełnienie energii po całodziennej wędrówce 🙂
- Zaplanuj wyjazd wcześniej i zarezerwuj noclegi…
- Niby prosta rzecz, a dla mnie niesłychanie ciężka 🙂 Niecierpię planowania. Uwielbiam tworzenie wizji typu “Przejdę z Chamonix przez Zermatt, Saas-Fee do St. Moritz, zaliczając jak najwięcej przełęczy po drodze”, ale planowanie konkretnych odcinków przyprawia mnie o ból głowy…
- Zwłaszcza na popularnych trasach, ludzie rezerwują schroniska kilka miesięcy wcześniej! Weź to pod uwagę…
- Ja przez brak wcześniejszych rezerwacji musiałem odpuścić nocleg m.in. w Europahutte i Hotel Schwarzhorn w Gruben, choć pewnie gdybym próbował zabookować je miesiąc wcześniej, byłoby to możliwe
- To ma też swoje złe strony, zwłaszcza, kiedy pogoda się zmienia i nie dacie rady przejść konkretnego odcinka, a schronisko jest dość daleko od cywilizacji…
- Ja starałem się planować na około tydzień w przód, żeby mniej więcej widzieć trend pogodowy – zakładając w najgorszym wypadku zejście do doliny i nocleg tam… coś za coś 🙂
- Ściągnij mapę na GPSa 🙂
- Po prostu. Dla bezpieczeństwa, dla siebie. Zwłaszcza, że w górach często nie ma zasięgu. W Szwajcarii moim zdaniem bezkonkurencyjne jest SwissTopo, bo jest darmowe i bardzo dokładne.
- Możesz też wgrać sobie “Tracka” do zegarka z GPS, ale nie wiem, czy to aż takie niezbędne…
- Dużo zależy od Twojej orientacji w terenie. Ja mam dość dobrą, ale znam ludzi, którzy by się zgubili dosłownie wszędzie 😉
- Jeśli od początku znasz początek i koniec swojej wędrówki, zaopatrz się w papierową mapę i kompas (i naucz się z nich korzystać ZANIM wyjdziesz na szlak!). To brzmi banalnie, ale jako przykład anegdotyczny podam Szkotów, których poznałem po drodze – dostali oni od biura, które im “ogarniało” wycieczkę, mapy terenu bez żadnych oznaczeń szlaków. Jako, że nigdy wcześniej z mapy nie korzystali, po prostu wyznaczali trasę jako minimalną liczbę punktów, bazując na punktach charakterystycznych, np. Co widziałem na własne oczy – dwie proste kreski łączące najpierw La Sage z Col du Tsate, a następnie Col du Tsate z Cabane de Moiry. Kompletnie ignorując dodatkowy szczyt po drodze, nie wspominając o lodowcu…!
- Pomyśl o przydatnych gadżetach 🙂 Tutaj rozbiję to na wyposażenie (moim zdaniem) obowiązkowe i “potencjalnie przydatne”
- Obowiązkowo:
- Apteczka: bandaże, środki dezynfekujące, gaza, folia termiczna NRC, nożyczki do ubrań, zestaw do pierwszej pomocy czyli rękawiczki, ustnik, mnóstwo plastrów na różne rodzaje problemów. Jeśli uważacie za potrzebne, również leki/środki przeciwbólowe.
- Czołówka lub latarka. Bardzo pomocne nie tylko, gdy złapie nas w górach noc, ale także do poruszania się w schroniskach, gdzie np. Chcemy wstać w nocy do łazienki, a nie chcemy wszystkich budzić włączając światło. Latarka w telefonie też powinna dać radę, ja jednak wolę mieć czołówkę 🙂 P.S. osobiście zabieram na dłuższe wycieczki 2 czołówki: “schroniskową”, lekką, oraz “główną”, której używam tylko, gdy chodzę po szlaku po zmroku (czego unikam! Jednak czasami, zwłaszcza rano, wychodzę przed brzaskiem, jeśli szlak jest prosty).
- Ładowarki do naszej elektroniki
- Powerbank
- Zestaw naprawczy: Trytytki i szara taśma klejąca. Ważą tyle, co nic – a w sytuacjach awaryjnych mogą nam bardzo pomóc 🙂
- Papier toaletowy i worek na śmieci
- Scyzoryk
- Dobrze też mieć kompas i mapę 😉
- Potencjalnie przydatne, ale jednak gadżety:
- Zegarek z GPS
- Skarpetki wodoodporne
- Kijki trekkingowe – chociaż osobiście nie wyobrażam sobie już bez nich chodzenia, to dalej jest to przydatny gadżet
- Telefon satelitarny. Tutaj kolejna, mała dygresja, o czym wspomniałem w jednym z wpisów. Bardzo często w górach nie ma zasięgu, zarówno w Szwajcarii, Włoszech czy Polsce. A bardzo dobrą tradycją jest informowanie naszych bliskich, że dotarliśmy na miejsce (moja mama z pewnością uwielbia moje wiele mówiące SMSy o treści “Dom.”, “Schronisko.” Lub “Hotel.” 🙂 ). Zdażyło mi się niestety, że raz na około godzinę drogi od schroniska nie było nigdzie zasięgu (często wysyłam wiadomości wcześniej, wiedząc, że w miejscu docelowym zasięgu nie będzie), więc tej wiadomości nie wysłałem, co niestety spowodowało lekkie zaniepokojenie… Ale tu nie chodzi tylko o informowanie bliskich, ale też wzywanie pomocy w warunkach krytycznych. Model, który kupiłem, pozwala (poza używaniem sieci satelitarnej do wysyłania wiadomości) na wzywanie pomocy nawet przy kompletnym braku zasięgu, wysyłając ratownikom nasze koordynaty GPS. Jest więc to dla mnie “system zapasowy” wzywania pomocy w przypadkach ekstremalnych, plus możliwość informowania bliskich o obecnej sytuacji nawet w miejscach całkowicie bez zasięgu.
- Obowiązkowo:
To tyle! Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało w komentarzach lub wyślijcie mi prywatną wiadomość, odpowiem tak szybko jak będę mógł. A jeśli macie jakieś sugestie, koniecznie się nimi podzielcie!



