Archives

Tagi

Chamanna Cluozza – Buffalora

Wychodząc rano ze schroniska nie do końca wiedziałem, dlaczego praktycznie wszyscy są “uzbrojeni” w aparaty fotograficzne z obiektywami o długiej ogniskowej i lornetki. Tymczasem już podczas pierwszego podejścia żałowałem, że sam niczego podobnego nie wziąłem… Choć z drugiej strony, praktycznie wszystko było widać gołym okiem!

Start, wiadomo – gar kawy, szybkie śniadanie, rozmowa z ludźmi poznanymi dzień wcześniej (jest to wielka zaleta schronisk, że można spotkać ludzi podobnych charakterem), pakowanie i ruszyli! Podejście zaczyna się zaraz za schroniskiem i pnie się momentami dość agresywnie do góry. Był jeden moment, kiedy mój lęk wysokości dość mocno dał o sobie znać – wąska ścieżka zabezpieczona liną prowadziła przez strome osuwisko. Niestety, znowu nie mam z tego miejsca żadnych zdjęć – tak jak kiedyś wspomniałem, jak tylko widzę ryzykowny punkt, od razu się “wyłączam” i skupiam tylko na przejściu z punktu A do punktu B, a potem potrzebuję kilku minut na dojście do siebie… 🙂 Dalej jest już dużo przyjemniej.

Idąc w górę, widzę w oddali grupę ludzi, która wyszła nieco wcześniej ode mnie. Wszyscy “uzbrojeni” w lornetki i aparaty fotograficzne, co chwilę przystają i obserwują. Nie musiałem długo wytężać wzroku nawet bez lornetki – okolice Fuorcla Murter to istne szwajcarskie “safari”. Mnóstwo świstaków, kozice górskie, a z przełęczy widzieliśmy nawet sarny! Jeśli będziecie jechali w te okolice, koniecznie weźcie coś do obserwacji dzikiej przyrody i wstańcie wcześnie rano – bo im później, tym mniej zwierząt będzie widocznych…

Wracając do wycieczki. Po dość męczącym wejściu na przełęcz (jakieś 650m w górę na 3km!), zatrzymuję się tam razem z wyżej wspomnianą grupą ludzi i sam robię zdjęcia przez dłuższy czas, rozmawiać przy okazji z poznanym w schronisku ziomkiem – Janem, z którym z resztą decydujemy się zejść razem w kierunku “P3”, czyli przystanku autobusowego “najbliżej” przełęczy. Wycieczka mija nam bardzo przyjemnie, w leniwym, spokojnym tempie, na rozmowach o wycieczkach dużych i małych, życiu, pracy i innych poważnych tematach (jak wspomniałem wyżej, schroniskowi ludzie to mój ulubiony typ człowieka 😉 ). Po dojściu na Plan Praspöl, żegnam się z moim jednym tego dnia towarzyszem podróży i udaję się za “zaktualizowanym” w terenie szlakiem numer 45 wzdłuż rzeki, w kierunku Punt Periv.


Dopiero tam po drodze łapię się na tym, jak rzadko rozmawiam z ludźmi chodząc po górach, i jak jednak te “samotne” wycieczki są dla mnie ukojeniem – choć miło czasem mieć pewna odmianę. Droga mija spokojnie, szlak jest bardzo prosty i przyjemny – do tego zupełnie pusty, spotkałem przez dobre półtorej godziny tylko 2 osoby. Po przejściu mostku i szybkim podejściu, wybieram szlak w kierunku “Punt la Drossa P4”, a potem skręcam (dalej za szlakiem 45) w kierunku Alp La Schera.

Podejście mija dość leniwie, jednak coraz bardziej czuję zmęczenie i mocno zastanawiam się nad skróceniem wycieczki do Il Fuorn, jednak po chwili odpoczynku z widokiem na jezioro Livigno (tak, to włoskie Livigno! Jest rzut beretem od Zernez), postanawiam iść dalej do Buffalora, jednak omijając szczyt Munt La Schera – wystarczy mi podejść na ten weekend 😉

Dalsza droga minęła bardzo przyjemnie, z widokiem na okoliczne szczyty i praktycznie bez podejść (no dobra, może poza jednym lub dwoma…), jednak w dość mocnym tempie – nie chciałem, żeby mi uciekł autobus 😉 Po dojściu do Buffalora, miałem nadzieję na przynajmniej sklep lub małą restauracje, jednak niestety wszystko było zamknięte… Nie zostało mi nic innego, niż usiąść na przystanku patrząc na okoliczne góry i planować kolejne wycieczki!

Całość zajęła mi 7.5 godziny z przerwami, podczas których pokonałem 23.5km i 1600m przewyższenia.

Linki:

Schweizmobil trasa 45: https://schweizmobil.ch/en/hiking-in-switzerland/route-45

Strava: https://www.strava.com/activities/9289573782