Jako, że śnieg w wyższych partiach gór dalej nie odpuszcza, posiłkuję się odkrywaniem miejsc, w których już nierzadko byłem, ale nie zwiedziłem ich dokładnie. Tak właśnie było z ostatnią wycieczką w okolicy Emmetten, nieopodal Jeziora Czterech Kantonów. Nie przedłużając, zaczynamy!
Wcześnie rano (po tradycyjnym garnku kawy) i kilku przesiadkach dotarłem do malowniczej wioski Emmetten, gdzie z przystanku Dorf poszedłem w kierunku kolejki na Niederbauen, okoliczny szczyt (co jest istotne – dokładnie sprawdźcie na mapie, gdzie to jest, bo najbliższa kolejka od przystanku jedzie do Stöckhutte!). Dla ambitniejszych wędrowców – można spokojnie tą drogę pokonać pieszo, ja jednak postawiłem na “lenistwo” wiedząc, że czeka mnie trochę kilometrów do zrobienia.
Sama kolejka na Niederbauen to niewielki, niebieski wagonik, który
jednak sprawia dość solidne wrażenie 🙂 Po dotarciu do górnej stacji
kilka “story” i zdjęć z krówkami, paralotniarzami i czas
zacząć wycieczkę! Tym razem moim celem był kawałek trasy numer 88 ze
Swiss Mobility (Nidwaldner Höhenweg). Pierwsza część to baaaardzo
spokojny trek o niskim poziomie trudności, który niedługo później się
lekko komplikuje…
Podejście na Faulberg to zdecydowanie ciekawe przeżycie – jest krótko i “mocno”, po schodach. Tutaj uwaga – nie mają one barierki! Dlatego raczej nie polecam po deszczu lub z małymi dziećmi (lub jeśli macie mocny lęk wysokości). Z samego pagórka jednak roztacza się piękny widok nie tylko na jezioro, ale i okoliczne szczyty (miałem napisać, że trzytysięczniki, ale chyba żaden z nich tej magicznej bariery nie łamie – poza Titlisem).
Szlak dalej robi się dużo prostszy i przyjemny, także jeśli go macie zamiar iść – Faulberg to zdecydowanie najgorszy odcinek, potem jest tylko lepiej! Cudowny widok na wiosenne łąki i szczyty wciąż nieśmiało pokryte śniegiem, a gdzieniegdzie można wypatrzyć wodospady. Całość jednak mija dość szybko i sprawnie – chmury na horyzoncie są jednak dość niepokojące, więc przyspieszam kroku. Mijam Lochhutte, Ammetten Aengi i przy Beckenried Stafel kontynuuje szlakiem numer 88 w kierunku Brisenhaus.
Szlak jest bajecznie prosty – szeroka, szutrową droga, na której co jakiś czas mijam pasjonatów MTB – w końcu góry są dla wszystkich 🙂 Kawałek za Obere Büelhütte podejście robi się odrobinę bardziej strome, ale dalej nie stanowi wielkiego wyzwania. Stamtąd już tylko rzut beretem do schroniska Brisenhus, gdzie zatrzymałem się na obiad i planowałem dalszą część trasy (swoją drogą, ze schroniska miałem świetny widok na kilka okolicznych szczytów powyżej 2000m – dalej mnóstwo śniegu!)
Po posiłku zdecydowałem, że dzień jeszcze młody, więcej wejdę na Musenalp, skąd zjadę kolejką (a przynajmniej taki był wtedy plan ;)). Kawałek poniżej schroniska skręciłem więc w prawo w tamtym kierunku. Przy Bârenfallen wybieramy ten “najbardziej stromy” szlak, który wbrew pozorom jest całkiem przyjemny – kilka schodów i jesteśmy na płaskowyżu Musenalp, skąd spokojna ścieżka prowadzi do restauracji i pobliskiej stacji kolejki, którą można zjechać do Niederrickenbach. Polecam jednak wybrać się jeszcze kawałek “granią” do momentu rozpoczęcia niebieskiego szlaku – jest całkiem bezpiecznie, a widok jest niesamowity!
Po “zaliczeniu” wyżej wspomnianego punktu widokowego, wróciłem do restauracji koło stacji kolejki i… Po kolejnej przerwie postanowiłem, że bez sensu marnować tak świetną okazję na spędzenie kilku godzin więcej na świeżym powietrzu 🙂 Więc zmieniłem zdanie i postanowiłem zejść do Niederrickenbach pieszo, czerwonym szlakiem. I była to… cóż, nie tyle co niefortunna, co ciężka w skutkach decyzja. Szlak (w końcu!) Był “konkretny” – stromy i wąski. Byłoby cudownie nim wchodzić, a nie nim schodzić! Kawałki były dość śliskie, więc pierwszy raz tego dnia posiłkowałem się kijkami trekkingowymi, żeby ratować się przed poślizgnięciem. Niedługo jednak szlak się wypłaszczył i znowu przez pastwiska pełne kwiatów (i krówek) dotarłem do Niederrickenbach, skąd dalej zjechałem już kolejką do Dallenwil, a potem do domu, przygotować się na kolejną wycieczkę 🙂
Całość zajęła mi (z przerwami) około 6.5h, podczas których pokonałem 21.5km i niecałe 1100m w górę (i znacznie więcej w dół).Trasa nie była bardzo ciężka, jednak jako, że to dla mnie początek sezonu, sprawiła mi lekkie problemy kondycyjne.
Ekspozycja: 2/10 w skali Pjotera, byłoby 1/10 ale za Faulberg i zejście z Musenalp dodaje 1 🙂
Łomot: 5/10 w skali Pjotera
Hint: trasa baaaardzo biegowa do samego Musenalp, następnym razem biorę buty biegowe!
Opcje skrócenia trasy:
- w okolicy Lochhutte można skręcić w kierunku Stöckhutte, dzięki czemu wrócimy z powrotem do Emmetten
- Kawałek dalej, koło Emmetten Aengi można skręcić w żółty szlak w tym samym kierunku
- Przy Beckenried Stafel można skręcić w kierunku Klewenalp – które również jest bardzo malownicze
- Zamiast skręcać ze szlaku numer 88, można zejść bezpośrednio do Niederrickenbach i zjechać kolejką
- … Albo przynajmniej zjechać bezpośrednio z Musenalp 🙂
Opcje wydłużenia trasy:
- wejść na Niederbauen
- Zejść całą drogę do Dallenwil lub
- Kontynuować szlakiem 88 do oporu 🙂



























