Po (w końcu!) dobrze przespanej nocy w Alp d’Err, poprzedzonej pyszną kolacją (serio, warto się tam wybrać chociażby dla kremowych w smaku serów), po szybkim śniadaniu wyszedłem na szlak przed godziną 7. Jako, że czekało mnie dziś ponad 30km, wiedziałem, że muszę od początku narzucić mocne tempo, żeby nie dotrzeć zbyt późno do Ausserferrery.
Początek zaczął się dokładnie tak, jak zaplanowałem. Zamiast podążać za szlakiem numer 6 do Savognin (niepotrzebne nadłożenie kilku kilometrów), zszedłem do Tinizong, skąd od razu zaczęło się podejście. Prosta, przyjemna ścieżka pomagała pokonywać kolejne metry w pionie. Dopiero w okolicy Radons wyszedłem na „otwartą przestrzeń” i od razu skorzystałem z okazji, żeby wypić butelkę zimnego cydru bezalkoholowego (grzało dziś niemiłosiernie). Zegarek pokazywał, że czas mam lepiej niż dobry (średnia prędkość ponad 4km/h pomimo przewyższeń), więc cisnąłem dalej.
Zaczęło się podejście do Pass da Schmorras. Długa, ciągnąca się pod górę szutrowa droga zdawała się nie mieć końca. Po drodze minąłem kilkoro turystów (szlak zaczynał się zapełniać), a przy Alp Schmorras zrobiłem dłuższą przerwę na uzupełnienie płynów i rozmowę z 2 ziomków, którzy (o ile dobrze zrozumiałem) idą cały szlak numer 6 za jednym zamachem, z namiotem… POWODZENIA ZIOMECZKI! Od Alp Schmorras do samej przełęczy trasa była dość stroma i średnio oznaczona (po prostu, trzeba iść pod górę), ale im wyżej, tym lepsze widoki!
Z przełęczy otworzył się piękny widok na Piz digl Gurschus – szczyt, który tak zupełnie widokowo mi nie pasował do tego miejsca. Dalej droga wiodła przez Alp Mos i inne okoliczne fermy, powoli schodząc w dół w towarzystwie krów i świstaków. W końcu, kiedy dotarłem do Cresty, wiedziałem, że zostało już ostatnie zejście i będę w Aussferrerze.
O dziwo dziś krótki wpis, choć trasa była bardzo długa 😀 W nogach około 34km, ponad 2000m w dół i chyba 1400 w górę. Dawno nie szedłem tak długiej trasy, ale stopy zdają się nie narzekać. Plan na jutro z powodu nienajlepszej prognozy pogody lekko zmodyfikowany, co oznacza, że będę musiał jeszcze wrócić na szlak numer 6 w niedalekiej przyszłości 🙂 A w sumie to nawet wiem, na które odcinki dokładnie…

























